Następnego dnia obudziły mnie promienie słońca. Cieszył mnie ten widok, tym bardziej, że dzisiejszy dzień także miałam spędzić na dworze. Leniwie podniosłam się z łóżka. Zegarek wskazywał godzinę 7:00. Wszyscy pracownicy, wraz z rodzinami mieszkają na terenie oddziału. Także dla wszystkich ta godzina oznacza pobudkę.-Hej Elsa. - wszedł do pokoju mój brat i usiadł na moim łóżku.
-Hej Rev, jak tam?
-To raczej ja powinienem cię o to zapytać. Trzymasz się po wczorajszym?
-Pewnie, że tak. Po prostu była to sytuacja niezgodna z planem jaki uzgodniliśmy. - odpowiedziałam po chwili zastanowienia.
-Clinton chce cie widzieć w swoim biurze. - zawiadomił, po czym wstał i wyszedł.
Clinton to szef tego całego "wojskowego burdelu". Zajmuje się dopilnowywaniem czy wszystkie misje idą zgodnie z założonym planem. Nasz jak zdążyliśmy już zauważyć, nie idzie, dlatego, tuż po umyciu się i ubraniu musiałam iść do jego biura. Cicho zapukałam do jego drzwi, a następnie nacisnęłam na klamkę.
-Cześć, co tam? - powiedziałam i usiadłam w jednym z foteli stojących na przeciwko jego biurka.
-Słyszałem, że miałaś nie zapowiedzianą wizytę. - zaczął. - co się dokładnie wydarzyło El?
-Nie wiem, nie wiem skąd oni dowiedzieli się, że ich śledzę i nie wiem jak to się stało, że jeden z nich znalazł się za moimi plecami. - zaczęłam gorączkowo się tłumaczyć. - wziął się znikąd, nagle się odezwał, a jego pukawka była już przy mojej głowie. Nie miałabym nawet szans się wyrwać. To nie jest zwykły uliczny gang, sądzę, że to są profesjonaliści.
-Dowiedziałem się, że modelkę porwał jej były chłopak, który jest w tej grupie. - wspomniał Clinton, zupełnie ignorując moje tłumaczenie.
-Czyli mam działać dalej? - zapytałam.
-A jak myślałaś? Rodzice ci nie pomogą, wzięli wolne, by wyjechać na Hawaje.
-Co?! - krzyknęłam.
-Jesteście już pełnoletni, nie muszą was pilnować, poza tym opiekę macie tutaj w agencji.
-My z Rev mamy śmiertelne zadanie do wykonania, a oni sobie od tak wyjechali?!
W tym samym momencie do biura wszedł mój brat.
-Słyszałeś? Rodzice pojechali na Hawaje! A my mamy kontynuować misje! Ledwo uszłam z życiem wczorajszego dnia, bo jakiś psychopata chciał mnie zastrzelić, bo sobie normalnie stałam w bramie. Skąd kurwa niby wiedzieli, że ich śledzę?!-Spokojnie Elsa! Damy radę, nie takie rzeczy już robiliśmy. - pocieszył mnie mój brat.
I tak po niespełna trzech godzinach siedzieliśmy razem z Rev w aucie i ponownie wpatrywaliśmy się w bramę. Na całe szczęście dzisiejszego dnia ładna pogoda nadal utrzymywała się na niebie. Słońce jasno świeciło, było ciepło, a ludzie normalnie spacerowali już uliczkami miasta, ciesząc się życiem.
-Czy to ma jakikolwiek sens Clinton? - odezwałam się do krótkofalówki zainstalowanej w naszym aucie.
-Ma. - usłyszeliśmy krótką odpowiedz, po czym rozłączył się.
-Dzięki, kurwa. - krzyknęłam, choć wiedziałam, że już mnie nie słyszy.
-Coś ty taka nerwowa Elsa? - spytał Rev.
-Bo siedzimy tutaj bezczynnie.
-Patrz! - uciszył mnie i wskazał na bramę.
-Ten w lokach to Harry, a tego drugiego w czarnych włosach nie znam. - poznałam chłopaka, który poprzedniego dnia złapał mnie na gorącym uczynku.Drugi chłopak miał kruczoczarne włosy, mocniej przycięte na bokach głowy, niż na jej czubku. Lekko kościstą szczękę z bokobrodami łączącymi się z jego zarostem, tego samego ciemnego koloru. Był wysoki, dobrze zbudowany. Ubrany był w zwykłą szarą koszulkę, na nogach zaś niczym nie wyróżniające się niebieskie jeansy. Harry, chłopak, którego zdążyłam już poznać, był facetem o bardziej okrągłej twarzy, lecz z wystającą brodą. Miał brązowe, lokowane włosy. Bardzo groźny wyraz twarzy i przenikliwe oczy. Na samą myśl o jego wczorajszym spojrzeniu przechodziły mnie ciarki. Na sobie miał czarne spodnie zwężane ku dołowi, oraz tak samo zwyczajną koszulkę w kolorze czarnym.
-Włączę podsłuch. - odezwał się mój brat.
Rev nacisną jeden z wielu guzików w naszym aucie i nagle do środka wniknęły dźwięki z ulicy. Wyciszył szumy, by aparatura skupiła się jedynie na ludzkich glosach.
-Widziałeś tę młodą w okolicy? - usłyszeliśmy ich rozmowę.
-Nie, mówiłem, że się wystraszy. Z nami nie ma co pogrywać.
-Właściwie czego ona chciała? - spytał czarnowłosy.
-Nie wiem. - odparł Harry. - pamiętaj dzisiaj o klubie nocnym, będzie grubo.-A wy co? - odezwał się jakiś trzeci chłopak, który właśnie wyszedł z budynku.
Trzeci chłopak wyglądał na parę lat starszego od swoich towarzyszy. Z papierosem w ustach i luźnym, pewnym krokiem przekroczył framugę bramy prowadzącej do środka. Jego włosy były czarne i krótko ścięte. Na sobie miał kurtę z czarnej skóry, zaś pod nią białą podkoszulkę.
-Nie pilnujesz Emily? - zareagował nagle czarnowłosy, na widok swojego kumpla.
-Przecież już dawno przewiozłem ją do Nialera. Siedzi tam u niego w klubie i razem z Ryanem ją pilnują.
Szybko nacisnęłam guzik włączający krótkofalówkę.
-Clinton, znajdź klub, którego właścicielem jest jakiś Nialer.
-Już zabieram się za robotę. - powiedział i rozłączył się.
-Dobra Elsa idą tu, odjeżdżamy i się schowaj.
Prędko zsunęłam się z fotela i dodatkowo schyliłam głowę. Przez pewien czas, póki nie wyjechaliśmy z tej dzielnicy siedziałam w takiej pozycji. Lepiej było nie ryzykować, tym bardziej, że Harry na pewno, by mnie poznał.
Następny rozdział pojawi się w następnym tygodniu :) Mam nadzieje, że Wam się podoba :)
Podoba i to bardzo :*
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na następny :)
Liza xx
Oczywiście, że podoba! Nie mogę się doczekać 3! :**** :)
OdpowiedzUsuńgenialny pisz szybko next :)
OdpowiedzUsuń*O*
OdpowiedzUsuńŚwietny!!!! Czekam na Next!!! :) Zapraszam do siebie http://donotbeafraid3.blogspot.com/ mam nadzieje, że się spodoba. :)
OdpowiedzUsuńZajmij się pisaniem czegoś lepszego, niż fanfiction kochana ;) Sądzę, że się marnujesz.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :)