środa, 7 stycznia 2015

Rozdział 4 - Ucieczka

   Wybiegliśmy z nocnego klubu. Deszcz zaczął lać z nieba jak dnia poprzedniego. Było strasznie zimno przez silnie wiejący wiatr. W mgnieniu oka moje ciało obeszła gęsia skórka. Ruszyliśmy w stronę ulicy na której stał zaparkowany nasz samochód. Rev biegł pierwszy, ja zaś tuż za nim. Nacisnęłam guzik mojej krótkofalówki i przystawiłam ją do twarzy.
   -Nie udało się, wezwijcie wspar... - nie dokończyłam, gdyż Rev rzucił się na mnie.
W tym samym momencie, nieopodal coś eksplodowało, oświetlając okolice rozbłyskiem. Mogło się wydawać, że ziemia aż się zatrzęsła. Zrobiło się gorąco, a po chwili zagościł wielki, czarny kłąb. Dusząca chmura błyskawicznie rozeszła się po dzielnicy. Ludzie przebywający na zewnątrz zaczęli się dusić i robić ogromny chaos, potykając się o siebie i przewracając.
   -Czy to jest nasze auto? - spytałam z rozpaczą.
   -Było. - odparł krótko Rev i pomógł mi wstać. - musimy uciekać tym bardziej, że mamy szanse.
Ponownie zaczęliśmy biec. Kaszleliśmy nieustannie, co utrudniało przebieranie nogami. Skręciliśmy w pierwszą ulicę, do której jeszcze kłębowisko nie doleciało. Dopiero tam dało się odetchnąć świeżym powietrzem.
   -Rozpieraj się. - powiedział Rev mocno dysząc.
Szybko ściągnęłam z siebie spódnicę, odsłaniając tym samym cały mój asortyment pomocniczy. Ciuch rzuciłam do pobliskiego kubła na śmieci i tak był cały przemoczony przez nieustanny deszcz. Po chwili usłyszeliśmy czyjś tupot butów, prędko skryliśmy się w małej alejce, pomiędzy dwoma budynkami.
   -Biegli tędy, jestem tego pewien. - zadźwięczał głos Harryego, a ja poczułam, że żołądek wywraca mi się na drugą stronę. Nie miałam ochoty go ponownie spotykać i musieć patrzeć w jego przerażające oczy. Głośno przełknęłam ślinę, na co Rev chwycił mnie dłonią za szyje.
   -Nie mogli daleko uciec. - odezwał się chłopak od papierosa, rozglądając się uważnie po ciemnej ulicy.
   -Martin ma rację, muszą gdzieś tu być.
Z każdą chwilą ich kroki były coraz dalej, czasem jeszcze jakby się wracały, ale coraz mniej było je słychać. Siedzieliśmy w ciszy, póki nie byliśmy pewni, że już nie wrócą. Rozejrzałam się po okolicy i zauważyłam drabinkę pożarową przymocowaną do ściany jednego z budynków. Rev nie robiąc hałasu podsadził mnie pod nią, a ja wspięłam się wyżej, by moc odblokować zawias podtrzymujący drugą jej część. Jak najciszej próbowałam otworzyć mocowanie, jednak było już nieźle zardzewiałe. W końcu z nie małym łomotem drabina wysunęła się w dół.
   -Kurwa Elsa! - przeklną mój brat. - oni wracają, szybko wspinaj się.
Przeskakiwałam co dwa szczeble w górę. Woda z pełnych rynien leciała na moją twarz oblewając mnie jakbym była pod prysznicem. Rev był tuż za mną. Gdy dostaliśmy się oby dwoje na dach, spostrzegliśmy, że porywacze już zdążyli nas zlokalizować. Rev nie myśląc długo chwycił za swój scyzoryk, w którym miał mechanicznie napędzany mały śrubokręt. Szybko nałożył na nią kawałek gumowego materiału i zaczął wykręcać śruby z prętów mocujących drabinę ze ścianą.
   -Uciekaj, co stoisz! - wrzasnął gorączkowo.
Za młodu uczyli nas, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, jednak ta zasada nie obowiązywało w trakcie niepowodzeń. Jeśli jeden się za coś zbiera i potrafi przewidzieć tego czynu skutki, ma prawo wydać rozkaz, który trzeba wykonać bez jakichkolwiek zaprzeczeń. Gdy grupę agentów złapią, jest już po wszystkich i można się z nimi pożegnać. Patrząc na to logicznie, jest tego proste wyjaśnienie. Dlatego, że nikt nie powiadomi agencji, gdzie prawdopodobnie mogą oni się znajdować. Zaś, gdy tylko jednostkę zostanie porwana, zawsze tego uprowadzonego jest szansa odbić. Nikła, lecz zawsze jest.
  Tak, więc nie myśląc za wiele o tym, że właśnie zostawiam mojego brata bliźniaka na pastwę losu, ruszyłam przed siebie. Biegłam ostrożnie po dachówkach, które brzmiały pod moimi stopami jak szkło. Chwile później, dźwięk dachu zagłuszyły krzyki bólu i trzasków. Odwróciłam się za siebie i spostrzegłam, że Rev powoli mnie dogania. Byłam szczęśliwa, że udało mu się zrzucić drabinę i sądząc po tym co usłyszałam, narobić im nie małej krzywdy fizycznej. Przyspieszając przeskoczyłam z jednego dachu na drugi, zaś z niego zjeżdżając po rurze od rynny dostałam się wraz z Rev na chodnik.
   Ulice były puste, w oddali dało się słyszeć dźwięki jeżdżących karetek i policji. Deszcz już nie lał, jedynie lekko siąpił. W naszej okolicy było spokojnie i gdyby nie nasze oddechy i tupot butów to  można by było powiedzieć, że jest na prawdę cicho. Wręcz za cicho.
   -Coś mi tutaj nie pasuje. - odezwał się Rev.
   -Mi też nie, jak najszybciej wynośmy się stąd.
   -Miło, że się odezwaliście. - powiedział głos, który po chwili wyszedł zza rogu, na przeciwko nas.
Był to chłopak, którego widzieliśmy dzisiaj koło ich siedziby. To on wyszedł jako ostatni z papierosem w ustach z bramy. I to on zajął się przewozem Emily do nocnego klubu. W ledwie oświetlonej latarniami ulicy, jego sylwetka wyglądała na dwa razy większą, niż mi się dotychczas wydawało.
   -O Elsa, jaka miła niespodzianka. - usłyszeliśmy drugi głos za naszymi plecami.
Rev zareagował automatycznie i odwrócił się ku dochodzącemu zdaniu, ja jednak nie zrobiłam tego. Stałam sztywno wpatrując się w asfaltowy chodnik. Wiedziałam, że głos należy do Harryego.
   -Mają broń. - poinformował mnie szeptem Rev.
Tuż koło mnie zauważyłam czarnowłosego, który wskazał nam drogę do klubowej łazienki. Trzymając w jednej ręce broń, zwrócił się do mnie, chwytając za mój podbródek:
   -Coś mi byliście podejrzani, gdy was spotkałem na piętrze. Jesteście prawie identyczni wyglądem.
   -Jeśli jesteśmy bliźniakami to dziwniejsze, by było gdybyśmy nie byli. - prychnęłam i wyrwałam się z jego dłoni.
   -Tak właściwie kim wy jesteście? - spytał chłopak, którego jeszcze nie mieliśmy szczęścia poznać.
Chłopak miał wyryte na swoim ciele bardzo dużo tatuaży. Jego brązowe włosy zaczesane były żelem ku górze. Ubrany był tak jak większość z jego towarzyszy - normalnie. Miał czarną koszulkę i ciemne rurki z luźniejszym krokiem.
   -Jesteśmy tutaj przez przypadek. - odezwałam się, spuszczając wzrok, gdyż czarnowłosy cały czas stał blisko mnie.
   -Haha! - zaśmiał się Harry. - a imię Nialera, właściciela klubu znałaś przez przypadek?
   -Dokładnie Harry. - powiedziałam spokojnie, pozwalając sobie na chwilowe spojrzenie na niego. - prowadzi na prawdę znany i dobry klub w tym rejonie.
   -To wskaż, który z nas to Nialer. - rzekł czarnowłosy.
Rozejrzałam się po wszystkich twarzach. Właściwie to żaden z nich nie wyglądał mi na Nialla. Jednak musiałam coś odpowiedzieć i zawsze był procent szans, że odpowiem dobrze i się nabiorą. Chyba, że Niala wcale nie ma między nimi.
   -Myślę, że to jest Niall. - wskazałam na chłopaka z mnóstwem tatuaży i włosami na żel.
   -Myślisz, czyli nie jesteś pewna. - odezwał się Harry i podszedł bliżej mnie. Odwróciłam głowę w drugą stronę.
   -Spójrz na mnie jak do ciebie mówię! - ryknął chłopak o lokowatych włosach i przyciągnął sobie moją twarz do swojej.
   -Zostaw ją. - krzyknął Rev, a reszta wycelowała w nas bronią.
   -Rev. - jęknęłam. - jest dobrze, spokojnie.
Uspokoiłam brata, gdyż wiedziałam, że jego napady złości mogą doprowadzić do szybszego naszego końca. Chciał mnie bronić, jednak w tej sytuacji nie miał jak.
   -Czemu nas nie zostawicie? - spytałam, patrząc mu w oczy.
   -Miałaś szanse maleńka. Nawet dwie. Jedna dzisiaj, druga wczoraj.
   -Do trzech razy sztuka Harry? - zaproponowałam.
   -Nie maleńka, my nie gramy fair. Twój brat w dodatku pokaleczył nas trochę.
   -Prawdę mówiąc wy też nie gracie fair. - dodał czarnowłosy. - to już wasz koniec.
Chłopak rzucił mnie na jezdnie. Rev dobiegł do mnie i pomógł mi się podnieść z ziemi. Porywacze stanęli i zaczęli się naradzać.
   -Po prostu ich zastrzelimy i to teraz. - odparł Niall, chłopak o blond włosach i wycelował we mnie bronią.
   -A może nam się jeszcze przydadzą? - spytał pospiesznie czarnowłosy. - choćby dziewczyna.
   -Ja już jej mówiłem Zayn, że byłoby mi żal zastrzelić tak piękną kobietę, ale mus to mus. - powiedział Harry z lekko krzywa miną.  Widocznie nie był zadowolony, że musi to zrobić, co mnie szczerze zdziwiło.


I co uważacie o rozdziale czwartym? Jak myślicie co się dalej stanie? ;)
Dziękuje za ciepłe słowa od Mariny Kot i oczywiście reszty :), rzeczywiście trochę mnie martwi, że mam mało czytelników :/ ale cóż zrobić...
Do następnego rozdziału! :*

8 komentarzy:

  1. Wow super, szybko next :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Normalnie kocham ale czemu Elsa i rev nie uzyją swojej broni czy coś. ? <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahah własnie :DD czemu nie uzywają broni? ale z drugiej strony jak mieli ich zaszczelic gdy oni ich otoczyli :pp
    MEGA <333 Kiedy następny rozdział!? :***

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha genialny rozdział, brak mi słów szczeże szkoda mi że nie używają broni :) fajnie by było przeczytać jak zareaguje Harry kiedy ona by w niego wycelowała :) życzę weny skarbie

    OdpowiedzUsuń
  5. Dostałam podziękowanie :*** dziękuje za dziękowanie ♥♥♥
    jak zwykle super rozdział, choć nie obraziłabym się na dłuższy ♥
    czekam na NEXT!♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaaa! Zajebiste! !!! Szybko dawaj 5 proszę! :****

    OdpowiedzUsuń
  7. Super będę czytać od początku do końca <33. A ja zapraszam na moje opowiadanie, które dopiero zaczynam są już bohaterowie i prolog :)
    http://uprowadzonaopowiadanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Super *O* PISZ TAK DALEJ! <33
    Zapraszam na moje opowiedanie,dopiero zaczynam :) Liczę na twoją opinię <3
    http://simply-life-agata-opowiadanie-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń